Po co są znaki?
Jezus właśnie nakarmił 4 tysiące ludzi siedmioma chlebami. Odpływa z uczniami w stronę Dalmanuty a tam już są faryzeusze domagający się od Niego kolejnego znaku. Oni nie wierzą w to, co słyszeli o uzdrowieniach, rozmnożeniu chleba, egzorcyzmach. Oczekują od Jezusa nie znaków Bożej miłości, dobroci, troski o ludu, ale „sztuczek”, które miałby potwierdzić lub zaprzeczyć ich wyobrażeniom o Jezusie. Jednak Ewangelista Marek już w trzecim rozdziale pokazuje postawę takich interpretatorów znaków: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy (w 22b). Jezus pozostawia faryzeuszów z ich myśleniem, jedynie przywołując wystawianie Boga na próbę przez lud w czasie wyjścia z Egiptu i drogi przez pustynię.
W czasie drogi powrotnej łodzią Marek zaś ukazuje uczniów, którzy także nie rozumieją sensu tego, co widzą i w czym uczestniczą. Oni także nie rozumieją, że znaki czynione przez Jezusa mają prowadzić do ufnej wiary w Bożą opiekę i troskę. Bóg nie pozostawił swego ludu w czasie drogi przez pustynię i nigdy nie opuścił go na przestrzeni wieków historii. Natomiast brak znaków, których domagają się faryzeusze jak i znaki czynione przez Jezusa są Bożym wezwaniem do wiary. One mają przekonywać nie tylko o Bogu i Jego dobroci, ale są także drogą do poznawania własnego serca. Zarówno obecność, jak i brak znaków zawsze stawiają nam pytanie o naszą wiarę: Jakiego Boga znam? Jakiego Boga szukam w moim życiu? Jaka jest moja wiara? Do jakich postaw mnie skłania? Pragnę Boga na usługach moich potrzeb? A może już poznałem Boga, którego wola jest najbezpieczniejszą z dróg przez życie?
ks. Maciej Warowny
Source: czytanie